Kilka razy postukałam paznokciami w stół i oparłam głowę na dłoń. Popatrzyłam, jak jedno z urządzeń restauracyjnych zbiera brudne naczynia i poprawia niektóre z obrusów.
– Czemu nie – odparłam.
Kiedy to ja ostatni raz widziałam księżną Violettę albo księcia Hana? Bardzo dawno, gdy byłam jeszcze bachorem. Urządzili wtedy spotkanie, można było się z nimi zobaczyć na żywo i porozmawiać. Byłam wtedy naprawdę zafascynowana tamtym wydarzeniem, ale ledwo co z tego pamiętam. Czemu by nie pójść jeszcze raz?
– Super. To co, idziemy? – zapytał Marshall, wstając od stołu i promiennie się uśmiechając. – Droga nam dużo nie zajmie.
– Git majonez, idziemy – odpowiedziałam, odwzajemniając uśmiech.
Wyszliśmy z restauracji, płacąc oczywiście i skierowaliśmy się w wyznaczone miejsce.
Po drodze zastanawiałam się nad najróżniejszymi rzeczami, na przykład zadawałam sobie pytania typu: Skoro jest, a nie ma, to jest, czy nie ma? Jakoś tak na początku myślałam, żeby zadać kilka z nich Marshallowi, ale uznałam, że zrobię to kiedy indziej. Heh, aż mi się przypomniało, jak kiedyś zadawałam pytania rodzicom. Zwykle ich to denerwowało, bo nie wiedzieli, jak odpowiedzieć, ale i tak później się z tego śmialiśmy. Tak... lecz nie obyło się bez ,,Skąd to pytanie". A z głowy, z internetu... było dużo możliwości. Często też opowiadałam suchary, kawały, śmieszne historie i takie tam. Podobno czasem to było denerwujące, no ale co ja poradzę? Od zawsze też byłam bardzo ciekawska. Musiałam dużo wiedzieć. Przeglądałam różne encyklopedie internetowe, naukowe teksty i artykułu, czytałam ciekawostki. Potem się chwaliłam wszystkim wiedzą, heh.
– A ty co nam się tu tak zamyśliłaś, hm? – zapytał Marshall, który wyglądał na rozbawionego.
– A tak jakoś myślałam nad różnymi rzeczami. Wiesz, dziura ozonowa i te sprawy – machnęłam ręką.
– Nie wiem, czy zauważyłaś, ale już jesteśmy.
<Marshall? U mnie większy brak weny.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz