Michael Black

0 | Skomentuj

Zdjęcie:
Imię: Michael
Nazwisko: Black
Rasa: Wampir
 Moce:
- Może być bardzo charyzmatyczny. Potrafi szybko wywołać uśmiech na twarzach innych osób, rozśmieszyć i zachęcić do pracy
- Czyta w myślach
Wiek: 17 lat
Cytat, motto: ,,Nie osądzaj mnie.  Urodziłem się by być zaj*bisty, a nie idealny. "
Pseudonim, ksywka: Mike
Królestwo: Natury
Płeć: Mężczyzna
Charakter: Michael to na ogół spokojny chłopak. Jest miły, ale nie zależy mu na podlizywaniu się. Jeżeli jesteś osobą fałszywą, nie masz co od niego oczekiwać. Pomaga, jeżeli mu się chce i ktoś go o to poprosi, ale nie jest potulnym barankiem. To typowy luzak, który ma duży dystans do siebie i potrafi się postawić. Według niego każdy kto z nim rozmawia jest na równi z nim i nie będzie żadnego wywyższania się, on tego dopilnuje. Można powiedzieć, że jest lekko zboczonym romantykiem. Umie się wpasować w każde towarzystwo, wszędzie jest mile widziany. Jeżeli jest w otoczeniu chłopaków, zachowuje się jak typowy ,,spoko ziomek", a dziewczyny lubi czasem lekko postraszyć(np. wziąć na ręce i stanąć nad urwiskiem), ale nic poza tym. Często używa sarkazmu i wprost uwielbia się droczyć i onieśmielać. Jest opiekuńczy, ale na tę opiekuńczość z jego strony trzeba sobie zasłużyć. Często odruchowo zaczyna pocieszać. Od czasu do czasu powie coś strasznego lub nietypowego. Nie lubi, gdy ktoś cierpi, szczególnie z jego powodu.  Jak rozmawia z jakąś osobą, a ona zaczyna się zachowywać jak nierozumiejące rzeczywistości małe dziecko, zaczyna być uległy i to bardzo.  Często jest to wykorzystywane przez innych. Potrafi być bezinteresowny i uwielbia pomagać. Co ciekawe, dla dziewczyn jest wyjątkowo miły (na swój sposób). Prawie typowy nastolatek. Czasem wyrozumiały, a czasem zbiera mu się na żarty. Szybko przywiązuje się do różnych osób.  Czyli jaki jest? Miły, ale umie odpyskować, luzak i romantyk.
 Historia: Nie ma zbyt długiej historii. Miał szczęśliwe dzieciństwo, często spotykał się ze swoimi rówieśnikami. Jako dziecko był dość nieusłuchany, typowy bachor, jednak nigdy nie narzucał nikomu swojego zdania. Często śpiewał w samotności. Kilka lat później znalazł sobie dziewczynę, ona była czarująca, on był dla niej wsparciem, ale rozwiedli się. Nigdy nikomu nie mówi kim ona była. W ogóle o tym nie wspomina i nie lubi, gdy ktoś o nią pyta.
Zainteresowania: Śpiew, droczenie się, rozmawianie z innymi, dokuczanie, spędzanie czasu w towarzystwie innych
Zauroczenie: -
Dziewczyna: Fajnie by było, gdyby jakaś miła dziewoja się znalazła
Orientacja: Heteroseksualny na 100%
Wygląd:
Oczy - szare
Włosy - brązowe
Cera - jasna
Wzrost - 196 cm
Inne:
- Ma równego rodzaju kolczyki na twarzy
- Najczęściej ubiera się typowo ,,luzacko"
- Nie pali i nie pije, nikt go do tego nie zmusi(choć zdarzają się drobne wyjątki)
- Bardzo ładnie śpiewa
- Jest bardzo zwinny, szybki i silny
Inne zdjęcia: -
Login: Tajemnicza




Ara:



Moce: Jak jej właściciel, potrafi czytać w myślach. Jeszcze rozmawia jak człowiek.

Od Marshalla CD Dominici

0 | Skomentuj
    Rita została w naszej metalowej willi zwanej przez innych kawalerką, a ja ruszyłem do mojej ulubionej restauracji. Ubrałem nową identyczną koszulę jak wczoraj, identyczne spodnie, takie jak wczoraj i uczesałem się. Spojrzałem w lustro i przejechałem flakonikiem z perfumą po szyi. O tak, jestem gotowy.
   Dałem Ricie jeść, a sam wyleciałem do restauracji. Słońce mocno grzało, a z dosyć dużej wysokości zobaczyłem Królestwo Światła. Takie piękne i wysokie, śnieżnobiałe i... Ogółem no, jak z bajki. Z naszego miasta widać wszystkie Królestwa, a to dzięki atmosferze, która przybliża obraz Królestw. Taki bajer wymyślili naukowcy dla ludzi zagubionych. Królestwa zawsze przyjmują do siebie wszystkich, niezależnie od przyczyny. No oprócz Mroku, który jest ukryty w naszych umysłach.
    Doleciałem do restauracji. Stanąłem przed wielkimi oknami i kogo zauważyłem? Dominicę Rose. Siedziała w kącie, jedząc tosty. No cóż, znowu się spotykamy.
-No witam. - Powiedziałem, lewitując za nią. Nie wiem jakim cudem mogła mnie nie zauważyć, ale ok.
    Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się szeroko. Wskazała dłonią na krzesło i tym samym zaprosiła mnie do wspólnego śniadania.
-Znowu się spotykamy. - Odpowiedziała z uśmiechem na twarzy. Usiadłem na krześle dosyć wygodnie, zakładając ramię na oparcie, a jedną stopą opierałem się o siedzenie.
-Smacznego. - Powiedziałem, patrząc na jej jedzenie. Skinęła głową, a po chwili do naszego stolika podeszła kelnerka, u której zamówiłem jabłkowy sok i jabłecznik.
-Jesz jabłecznik na śniadanie? - Zapytała zdezorientowana, patrząc mi głęboko w oczy, gdy tylko kelnerka sobie poszła.
-Tak. Kocham jabłka i w ogóle, wiesz. - Zasyczałem, gdy z sufitu maszyna podała mi szklankę z soczystym soczkiem.
-Zauważyłam. - Zachichotała i zamilkliśmy.
   Trochę niezręcznie mi było, gdy taka cisza nastała. Dominica dokańczała swoje tosty, a ja czekałem cierpliwie na to, aż maszyna poda mi talerz z ciastem. Spojrzałem w okno i zastanawiałem się, co dzisiaj zrobię. Czy może pójdę spać, jak reszta wampirów, czy po prostu zacznę żyć jak człowiek?
-Marshall? - Zapytała po chwili Dominica, budząc mnie z transu.
-Tak?
-Zastanawiam się... Czy palisz się w słońcu?
   To pytanie mnie bardzo rozbawiło, ale stłumiłem śmiech głęboko w sobie. Wyprostowałem się, gdy oczekiwane przeze mnie śniadanie pojawiło się na stole.
-Nie. Wiesz czemu? Bo nie jestem wampirem czystej krwi. Jakaś domieszka genów stworzyła we mnie wampira no i jeszcze Królestwo Natury maczało w tym palce, ale jestem w 51% człowiekiem, a 49% wampirem.
    Zaśmiała się, gdy to powiedziałem, a ja z prędkością światła zjadłem mój jabłecznik. Nie chciałem, żeby czekała, aż w końcu przestanę jeść, bo ona już skończyła.
-A tak ogólnie dzisiaj ponoć Książę Han ma przybyć wraz z Księżną Violettą, idziemy się z nimi zapoznać? - Zapytałem, a Dominica spojrzała na bok zastanawiając się, czy przystać na propozycję.
<Dominica? Brak weny .-.>

Od Dominici CD Marshalla

0 | Skomentuj
– Uch, wybacz, ale muszę wracać do domu, bo ten – wskazałam na mojego psa – ten... ziemniak, więcej nie wytrzyma na dworze. 
 Mów za siebie. 
 –Spoko, rozumiem – powiedział Marshall i lekko się uśmiechnął. 
– No... ale mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy – powiedziałam i przewróciłam się, bo Smile mnie popchnął. 
 Te, cho no do domu, bo jeszcze się zakochasz, czy coś. A wiesz, ja jestem zmęczony i głodny,  chyba nie chcesz, żeby twój kochany piesek się męczył, prawda? 
 Ech... – westchnęłam. – Do zobaczenia! – krzyknęłam, a Smile pociągnął mnie w stronę domu. 
Był to zwykły, trzypiętrowy i przestronny domek jednorodzinny. Przed drzwiami wyciągnęłam coś, co przypominało telefon, a wcale nim nie było. Był to specjalny pilot, dzięki któremu mogłam kontrolować cały dom. Jeden przycisk i brama się otworzyła, a za następnym zapaliły światła. Uwielbiam technologię. Weszłam do środka, a kiedy drzwi się za mną zamknęły, skierowałam się do kuchni. Wyjęłam torbę z psimi chrupkami i wsypałam Smile'owi kilka do miski, żeby mi nie zaczął beczeć i użalać nad swoim losem. Sama wzięłam szybki prysznic i walnęłam się na łóżko. 
***
Następnego dnia, od rana chodziłam po mieście. Po przebudzeniu wyglądałam jak siedem nieszczęść. Szopa na głowie, zgarbiona sylwetka, blada cera i wory pod oczami. Minęła dłuższa chwila, zanim się ogarnęłam i doprowadziłam do stanu ,,teraz możesz się pokazać ludziom".  Och, jak ja tego nienawidzę. Smile został w domu, leń jeden spał, a jako pies powinien mnie obudzić o szóstej, czy coś. Ale trudno, teraz wyszłam, niech sam sobie radzi. Karmę ma w misce, jak będzie chciał zaczerpnąć świeżego powietrza, to sobie wyjdzie do ogrodu. 
Oparłam się o ścianę jakiejś restauracji. Ziewnęłam przeciągle i zawiesiłam wzrok na przechodniach. Po co ja wstawałam tak wcześnie rano? Sama nie wiem. No ale trudno się mówi i coś tam robi dalej.  Będę miała więcej dnia dla siebie. 
Po chwili przez głowę przeszła mi jedna, aczkolwiek bardzo ważna myśl. Śniadanie... dopiero teraz poczułam, jak słabo i pusto się czuję. Pchnęłam drzwi weszłam do środka naprawdę przestronnej restauracji. No proszę, tak jechało nowoczesnością, że szkoda gadać. Usiadłam przy jednym z wolnych stolików i chwyciłam mały tablet, na którym zaczęłam przeglądać listę dań. Trudny wybór. Po jakimś czasie, który wydawał mi się wiecznością, zamówiłam tosty z dżemem i kawę z bitą śmietaną. Niech stracę, utyję, będę gruba, narobię sobie kompleksów i schowam się w kącie ze słoikiem czekolady. O tak. Ta wersja spędzenia reszty życia bardzo mi się podoba. 
Oparłam głowę na dłoni i przypatrywałam się niektórym osobom, które tak samo jak ja się nie wyspały, albo świetnie to ukrywały. Kawa mnie wybudzi, moja jedyna deska ratunku. 
   O, widzę, że znów się spotykamy – usłyszałam głos za sobą. 
   – Ludu, słyszę głosy  starałam się zachować poważny ton głosu. Wiedziałam, że za mną stoi Marshall, powkręcam go trochę. 
   – Dominica?  spytał rozbawiony. 
   Schizofrenia jak nic pokiwałam zrezygnowana głową i się odwróciłam. Cześć, nie chcesz się przysiąść? –zapytałam z lekkim uśmiechem. 
<Marschall? :3>