Wyszłam na dwór, żeby wyprowadzić Smile'a na spacer. Och, nie wiem, czego nażarł się ten pies. Skakał, skakał i... skakał. Biegał dookoła mnie jak opętany. Czy to normalne? A ja myślałam, że jak na przyzwoitego człowieka przystało, siądę sobie na czterech literach na fotelu i utnę sobie drzemkę, która by była poprzedzona wchłanianiem chipsów. No ale Smile najwyraźniej preferuje zdrowy styl życia.
Usiadłam na ławce, a koło mnie zapaliła się lampa. Był już wieczór. Wiatr przyjemnie chłodził wszystkich dookoła. Wzięłam psa na kolana, co było nie małym wyzwaniem, bo był duży i ciężki. Ale za to ciepły, a to najważniejsze. Po chwili spojrzał na mnie i już wiedziałam, że zacznie ze mną rozmawiać. Nie, nie umiał mówić, jedynie przesyłać swoje myśli.
− Dominica, wiesz co? Nudzę się. −Zaczął swoje męczeńskie wywody.
Obróciłam się, żeby zobaczyć, czy nikt na mnie nie patrzy i nie uzna za wariatkę, bo mówię do psa.
− A idź pan, miałam ciekawsze rzeczy do roboty. Mam dzień miłosierdzia, więc możesz być szczęśliwy, że w ogóle tu jesteśmy. −Uśmiechnęłam się wrednie.
− Phi, gdyby nie ja, byłabyś gruba niczym zmutowana bagietka ze spożywczego. Siedziałabyś tylko na kanapie, ras na stulecie wstając, żeby pójść coś zjeść. −Rozbrzmiał mi w głowie jego głos.
Nie ranił mnie tym co mówił, a raczej rozśmieszał. Był naprawdę zabawnym psem, z którym uwielbiałam spędzać czas. Byliśmy nawet do siebie podobni.
− Osz ty psie − udałam zdenerwowaną, co mi nie wychodziło. −Jak śmiesz mówić tak do swojej wszechmogącej właścicielki, która nie dość, że cię karmi, to jeszcze daje dach nad głową? Och, szykuje się dzisiaj biczowanie puchatą, miękką i milutką poduszką.
− Jeżeli ją oczywiście znajdziesz. I nie będziesz miała siły. Bo wiesz, siłę daje mięso, a ty go tak jakby już nie masz w lodówce. − Powiedział z obojętnością, lub raczej przesłał mi swoją myśl.
− Pokutujesz dziś jako mój koc. Za zjedzenie wszystkich kotletów. −Uśmiechnęłam się i przytuliłam go mocno do siebie. −Och, jesteś takim zabawnym kocem.−Zaśmiałam się.
− No wypraszam sobie. −Odpowiedział i przeteleportował na wysoką gałąź drzewa, po czym zwycięsko uśmiechnął.
− Spoko. Zostajesz tam, pierogu − powiedziałam pierwsze lepsze co mi przyszło do głowy.
−He he − usłyszałam w głowie śmiech swojego pupila. Co dziwne, czułam, że nie tylko mi przesłał swoją myśl. Tak, mógł tę samą myśl przesłać kilku osobom na raz, ale nikogo nie widziałam. Smile za to wlepiał gały gdzieś daleko, pomiędzy drzewa.
<Marschall? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz