Od Dominici CD Marschalla

Uśmiechnęłam się lekko i już chciałam odpowiedzieć, gdy nagle Smile zaczął coś do mnie gadać.
– Milcz jak do mnie mówisz – powiedziałam stanowczym tonem i znów spojrzałam na chłopaka. Był wyższy i wyglądał na starszego. – Jestem tym kim jestem, na imię mi Kunegunda Genowefa, a tak serio, to Dominica, mam tyle lat na ile wyglądam, czyli tysiąc pięćset sto dziewięćset, a dokładniej to osiemnaście. – Uśmiechnęłam się i oparłam o drzewo.
– Uch, miło mi poznać.
Spojrzałam na mojego psa, który wił się ze śmiechu.
Gdybyś był kanapką w McDonald’s, nazywałbyś się McBeauty – usłyszałam w swojej głowie, ale nie tylko ja. Czułam, że Smile powiedział to też temu chłopakowi.
– Czy to... – zaczął i wskazał na Smile'a.
– Tak, to powiedziała ta ofiara losu. Która zginie przy najbliżej okazji.
Ej, no nie mów, że to nie było śmieszne. To było przezabawne.
– Nie było ani trochę zabawne – szepnęłam do Smile'a i nałożyłam mu jego czarną obrożę z ćwiekami, po czym doczepiłam smycz. – Za karę.
I tak się przeteleportuję – usłyszałam. – Dobrze, kawalerka, idę pożerać resztki kiełbasy z lodówki. – Rozbrzmiało w naszych głowach.
– Całkiem zabawnego masz psa – powiedział Marshall... tak, chyba tak miał na imię.
– Heh, on nie jest zabawny – odparłam, z coraz większym trudem utrzymując Smile'a na smyczy.
Ty za to jesteś zabawna jak zgniłe ziemniaki w piwnicy – burknął i uśmiechnął się.
– Och, Smile, ogarnij się! – chwyciłam się za głowę. – Naprawdę, wybacz za jego zachowanie, ale on tak po prostu ma.
– Ale się przecież nic nie stało – odpowiedział Marshall i machnął ręką.
– Cieszy mnie to – odetchnęłam z ulgą i spojrzałam na suczkę, która stała przy jego nodze. Smile w nią intensywnie wlepiał gały.
– Czy to nie ja przyśniłem ci się dziś w nocy? – skierował do niej pytanie, ale oczywiście my też je usłyszeliśmy.
– Idę ci kupić staroświecki kaganiec. Będziesz przynajmniej sprawiał pozory cichego  – warknęłam i spojrzałam na niebo. Coraz bardziej się ściemniało.
– Lubisz gwiazdy? – spytałam, a na moją twarz wstąpił lekki uśmiech. Uwielbiałam patrzeć w nocne niebo, szczególnie, jeżeli było obsypane gwiazdami.
<Marshall? Pogapimy się w niebo? ^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz