Od Marshalla CD Dominici

    -To co, mogę już zaśpiewać? - Powiedziała Rita, śmiejąc się do mnie. Była naprawdę miłym psem, który pomagał mi w talencie muzycznym. Siedzieliśmy na ławce w parku, a ławeczka ogrzewała mój wiecznie zimny tyłek. Wampirowata skóra jest nieco... Chłodna. Do tego stopnia, że jest niebieska. Nie wiem dlaczego jestem niebieski, skoro inne wampiry były blade, lub zupełnie białe. Jestem jakimś odmieńcem. Może zapytam się Księcia Gordona o co chodzi? - Hej! Mogę?
-Hm? - Wyrwała mnie z zamysłu Rita, tupiąc jedną nogą. - A tak, jasne, zaczynaj.
    Wziąłem moją czerwoną gitarę w ręce i przygotowałem moje serce do wypuszczenia motyli. Byłem wiecznie szczęśliwy dzięki muzyce, a Rita jak mi jeszcze śpiewała, otwierała mój umysł na zobaczenie innych przyjemności. Jej głos był cudowny, taki pewny siebie i miły, ach, mój aniołek.
   Śpiewała o tym, jak przetrwać w Świecie. Przyznam, że super jej wychodziło, aż do czasu, gdy jakiś pies zaczął się w nią wpatrywać jak opętany. Rita odwróciła się, ale pies nadal przyglądał się jak hiena w mięso. A może widział w niej mięso?
   Skończyłem grać i wstałem, a raczej uniosłem się w powietrze i pognałem z Ritą przed siebie, ale pies przeteleportował się przed nas. Był czarno-biały i miał... Uśmiech? Był straszny. Rita jęknęła i schowała się za mnie, jakbym był żywą tarczą.
-Weź go! Weź go! - Mówiła przez zaciśnięte zęby Rita, patrząc na mnie tak słodkimi oczyskami, że nie mogłem się oprzeć ich urokowi. Zastanawiałem się, po co Królestwo Natury dało moce zwierzętom, ale cóż, nie mam nic w tym temacie do gadania. - Błagam, bo...
-Bo się posikasz ze strachu! - Krzyknąłem ze śmiechem i wziąłem ją na ręce. Zawiesiłem gitarę na ramieniu i zacząłem ją głaskać, żeby się uspokoiła. Dla pewności, odleciałem do góry, żeby miała bezdyskusyjny dystans od tego psa. - Już spokojnie Rita, jest wszystko w porządku.
-Hej! Smile, do nogi, ty głupia parówko! - Krzyknął jakiś dziewczęcy głos dobiegający z dołu. Spojrzałem w dół i wtedy zobaczyłem jak jakaś czarnowłosa dziewczyna biegnie za swoim... Smile'm, dysząc i pocąc się. - Co żeś narobił!?
    Nastała cisza, a ona zaczęła rozmawiać z tym psem jakby go rozumiała. Dziwne to było, ale domyśliłem się, że mówi jej w myślach. Czego Królestwo Przyszłości nie wymyśliło...
-Zejdźmy na dół, mam lęk wysokości. - Powiedziała Rita, chowając się w moją pierś.
-Spokojnie, już zlatuję.
    Zleciałem spokojnie na ziemię i odłożyłem ją, a ona westchnęła z ulgą, ale po chwili podeszła niechętnie do mojej nogi i spojrzała gdzieś dalej.
-Ta dziewczyna chyba coś od ciebie chce...
-Jaka?
-Ta. - Machnęła łapą w kierunku tej dziewczyny z psem.
   Wydawała się miła, ale kto wie, przecież to Świat. Czasem sobie myślę, jak by było, gdybym żył tysiące lat wcześniej...
-Idę do niej. - Rita nie chciała mnie puścić, ale i tak się wyrwałem. No w końcu cały czas latam, racja? Podleciałem do dziewczyny i warunkowo, ale pewnie wywinąłem się w powietrzu tak, że nogi miałem skierowane do nieba, a twarz miałem przed jej twarzą. - Dobry wieczór, pani.
-Ach! - Krzyknęła, przeraziła się pewnie mojego wyglądu. Co za pech... - Ktoś ty?! A, to ten chłopak... No tak... Przepraszam.
-Nie masz za co przepraszać. - Wróciłem do normalnej pozycji, ale nie dotykałem stopami ziemi. - Nazywam się Marshall i przepraszam za mą dozgonną niekompetencję.
-Nic się nie stało! - Tu przerwała, bo spojrzała się srogo na swojego psa i warknęła. - Hej, zamknij się, kartoflu! Wybacz mi za jego zachowanie, ale mówi mi w myślach i...
-Tak, domyśliłem się. - Uśmiechnąłem się, ukazując moje śnieżnobiałe zęby, które od góry były zaczerwienione. Królestwo Natury się postarało, na prawdę. - Co tutaj robisz? I jak się nazywasz?
<Dominica? :3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz