Od Lilii do Marcela

   Leżałam na trawie w miejscu, gdzie zwykle ludzie przychodzili ze swoimi pupilami, by albo odpocząć, albo się pobawić, albo jeszcze potrenować. Było to miejsce w moim ulubionym Królestwie, zwanym Imperium Natury. Ogromna sala mieszcząca w sobie duże jezioro, pustynię, las deszczowy, sawannę oraz wiele innych środowisk dla stworzeń. Właśnie leżałam obok sawanny i przyglądałam się, jak jakiś mężczyzna trenuje swoją zebrę. Było to dla mnie niesamowite, że teraz można było mieć każde zwierzę, z całego świata w domu i nie bać się, że coś mu się stanie, albo że stworzenie zrobi komuś krzywdę.
   Wyszukiwałam błękitnych motyli, które beztrosko zostały dodane do tej sali, by dać temu miejscu urok. Przyznam, że bardzo mi się to spodobało, gdyż bardzo kocham te owady.
   Wyczekałam momentu, w którym jeden z motyli przyleciał blisko mnie i trach, złapałam go. Trzepotał kilka razy w moich zamkniętych dłoniach dopóki się nie uspokoił. Otworzyłam dłonie i podziwiałam, jak duży, błękitny Morpho Menelaus otwiera i zamyka skrzydła. Uśmiechnęłam się szeroko i przybliżyłam go do oczu, ale wtedy odleciał. A zamiast niego spojrzałam na wysokiego, silnego mężczyznę o blond włosach na ogromnym skorpionie.
   Mężczyzna wydawał się bardzo poważny, bez uczuć i odpowiedzialny. Typowy generał, nawet jego strój o tym świadczył. Ubrany był w zielony, żołnierski strój z pasem i wojskowymi, czarnymi butami, a na jego dłoniach spoczywały czarne skórzane rękawiczki. Zatrzymał swojego wierzchowca, który kilka razy uszczypnął powietrze ogromnymi szczypcami, a następnie skoczył przed niego, głaszcząc jedną ze szczypiec.
   Po prostu aż korciło, żeby go obserwować. Miał mleczno-niebieskie oczy, włosy w kolorze blondu, był dobrze zbudowany i wysoki. A także jego twarz była jak kamień - nie znająca litości, uczuć, oraz strachu.
  Wpatrywałam się w niego tak długo, aż w końcu mnie wyczuł. Spojrzał na mnie, a ja chyba dostałam rumieńców. Co on mógł o mnie pomyśleć... Ale chyba coś zamierzał, bo jego skorpion się ruszył. Tylko co?

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz