Wyszukiwałam błękitnych motyli, które beztrosko zostały dodane do tej sali, by dać temu miejscu urok. Przyznam, że bardzo mi się to spodobało, gdyż bardzo kocham te owady.
Wyczekałam momentu, w którym jeden z motyli przyleciał blisko mnie i trach, złapałam go. Trzepotał kilka razy w moich zamkniętych dłoniach dopóki się nie uspokoił. Otworzyłam dłonie i podziwiałam, jak duży, błękitny Morpho Menelaus otwiera i zamyka skrzydła. Uśmiechnęłam się szeroko i przybliżyłam go do oczu, ale wtedy odleciał. A zamiast niego spojrzałam na wysokiego, silnego mężczyznę o blond włosach na ogromnym skorpionie.
Mężczyzna wydawał się bardzo poważny, bez uczuć i odpowiedzialny. Typowy generał, nawet jego strój o tym świadczył. Ubrany był w zielony, żołnierski strój z pasem i wojskowymi, czarnymi butami, a na jego dłoniach spoczywały czarne skórzane rękawiczki. Zatrzymał swojego wierzchowca, który kilka razy uszczypnął powietrze ogromnymi szczypcami, a następnie skoczył przed niego, głaszcząc jedną ze szczypiec.
Po prostu aż korciło, żeby go obserwować. Miał mleczno-niebieskie oczy, włosy w kolorze blondu, był dobrze zbudowany i wysoki. A także jego twarz była jak kamień - nie znająca litości, uczuć, oraz strachu.
Wpatrywałam się w niego tak długo, aż w końcu mnie wyczuł. Spojrzał na mnie, a ja chyba dostałam rumieńców. Co on mógł o mnie pomyśleć... Ale chyba coś zamierzał, bo jego skorpion się ruszył. Tylko co?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz